Stanisław Orzeł – pisarz z Chybic

0
757
- Reklama -
- Reklama -

Żył w latach 1911-1978r. – nauczyciel, literat. Najważniejsze utwory: „Pod Łysicą”, „Kamienista droga”, „Chmurne lata”, „Zbój świętokrzyski”. Ponieważ trudno jest znaleźć informacje na temat życia i twórczości chybickiego pisarza wiadomości zawarte w tym artykule zaczerpnięte są z jego autobiograficznej powieści „Pod Łysicą”. Utwór ten składa się z trzech części.

Część pierwsza – Dziecko

Stanisław nigdy nie lubił swojego imienia, ponieważ otrzymał je po swoim starszym, zmarłym bracie. Uważał, że nie należy do niego. „Byłem patykowaty, długi, piegowaty i całe moje szczęście, że nie ryży. Siostry – a nierzadko i matka – nazywały mnie w złości kropato ziaba, co pamiętam im zawsze”. Stasiu lub Stasek, bo tak zwracała się do niego rodzina miał 7 lat gdy poszedł pierwszy raz do szkoły. Ponieważ umiał już czytać i „rachować” twierdził, że zamiast do „osłów” trafi do pierwszej, co w rzeczywistości było jednym i tym samym. Uczniowie pierwszej klasy zwani byli „oślakami”. Kierownikiem szkoły był w tym czasie pan Ciarupa (zarówno nazwisko jego jak i księdza Ściskały oraz gospodarza Gryzonia zostały celowo zmienione, podobnie jak niektóre miejscowości). Chybice np. to najprawdopodobniej Wapienniki, a prawdziwe nazwisko bohatera Orzeł zostało zastąpione Jastrzębiem). „Ciarupa – nie będę go już więcej nazywał panem, taki niesprawiedliwy, to mi żaden pan – Ciarupa odliczał łapy. Walił z całej siły. Ręce puchły. Każdy wracał do ławki z płaczem”- oto pierwsze wspomnienia siedmiolatka. Dochodziła jeszcze „koza”, za którą to ojciec w domu poprawiał pasem.

Stasek bardzo lubił najstarszego brata Józka oraz babkę Franciszkę. Jego zdaniem nie była ona prawdziwą babką, ponieważ miała zęby i nie była ani głucha ani garbata. Nikt nie wiedział dokładnie ile ma lat, a obliczenie tego z uwzględnieniem czterech zmarłych mężów, było dla Jastrzębia najtrudniejszym zadaniem na świecie. Brata natomiast tak wspominał: „Józek był dla mnie najlepszy. Nigdy mnie nie przezywał i nie bił. Ja czyściłem mu buty „na lusterko”, a on strzygł mnie „na schodki”, bo się dopiero uczył. Ojciec przeznaczył Józka na gospodarza”.

Ojciec – najbardziej imponowało małemu Stasiowi, iż wszyscy liczyli się z jego ojcem i po prostu się go bali. On sam wspomina jednak, że nie lubił ojca, ponieważ nic mu nigdy nie przywiózł z jarmarku, bawić się nie pozwalał, a rękę miał ciężką. „Jeżeli bił pasem, to gdzie popadło, a gdy wziął za ucho to tak skręcał, że później zawsze zdawało mi się, iż na pewno je wyrwał, bo i krew ciekła”. Rzadko, ale zdarzały się dni, kiedy był dobry dla swoich dzieci. Brał je na kolana, czytał książki lub uczył wiersza.

Matka – „nikt nie znał na pewno mojej matki”. Była niska, miała ciemne włosy i siwe oczy. Nie odwiedzała ani sąsiadów ani krewnych. Raz w tygodniu ubierała się w wełniany sorc, czarną chustkę na głowę i szła do kościoła. Na sumę nie wolno jej było chodzić, bo za długo trwała. Poza tym w domu zawsze było małe dziecko. Nigdy nie chorowała i była za wszystko odpowiedzialna. „Wesela, chrzciny we wsi, wszystko odbywało się bez mojej matki. Wystarczyło, że ojciec szedł. Koniowi było lepiej niż mojej matce. Ledwie świt – już była na nogach.

– Niech cię Bóg pocieszy – mawiała zawsze, gdy zobaczyła, że siedzę smutny, jakby wiedziała, że smuciła mnie moja i jej własna bieda. Za to lubiłem ją najbardziej ze wszystkiego na świecie, za to i za wszystko inne była zawsze dla mnie najlepszą matką na świecie”.

Kazik – miał być księdzem bo: „ksiądz ma zawsze co jeść, to i ojcom będzie lepiej. I zawsze będzie się modlił za całą rodzinę”.

„Siostry się w ogóle nie liczyły, bo dziewucha może być tylko babą to znaczy ożenić się z chłopem”.

W chwili, gdy nasz bohater ma 13 lat na świecie jest już siódemka z jego jedenaściorga rodzeństwa (dwoje zmarło przed jego urodzeniem). Trzy tygodnie przed ukończeniem siódmego oddziału (klasy) Stanisław zostaje oddany na służbę do Gryzonia – gospodarza z Mierzejowic. Ponieważ sytuacja w domu rodzinnym była trudna, Stach musiał pomóc rodzinie, rozpoczynając tym samym nowy etap w swoim życiu.

Stanisław Orzeł z małżonką. Rok 1939.

Część druga – Pastuch

Zapłatą za roczny pobyt Jastrzębia w Mierzejowicach jaką otrzymał jego ojciec było ćwierć żyta i ćwierć pszenicy, zaś Stanisław miał dostać nowe ubranie, bekieszę i buty. To niewiele jak za ciężką pracę od świtu do zmierzchu, „urozmaicaną” częstym biciem. „Dzieci są po to na świecie, aby starsi mieli kogo bić, gdy im się tak spodoba”. Te smutne wnioski wyciągnęło kilkunastoletnie dziecko, którego życie tak właśnie wyglądało. Pomimo, iż obiecał ojcu słuchać swego nowego gospodarza, nie darzył go szacunkiem. Szybko się do niego zniechęcił widząc jego złodziejstwo i oszustwa. Długo nie wierzył, że ktoś posiadający tak dużo ziemi potrafi pożyczać biednym na wysoki procent, aby z czasem za bezcen zagarnąć ich jedyną ziemię. Jego jedynym przyjacielem w chwilach niedoli był parobek Wicek Pająk ze Świerkowa pod Łagowem. Był on niejako nauczycielem próbującym pomóc chłopcu odnaleźć się i przetrwać w „gryzoniowej dżungli”. „Na służbie gniewów ni ma, bo nikomu ino tobie z tego krzywda. Gospodarzowi się przeżegnoj bo tak chcom, ale swoje se myśl, boś słaby i kozdy cie ukrzywdzić moze”. Wicek miał swój pogląd na życie. Uważał, że jeśli kradnie bogatemu to nie ma w tym nic złego, ponieważ mniej ma on do roztrwonienia. Dla Stacha było to zwykłe złodziejstwo. Nie chciał być wspólnikiem Wicka, a tym samym wzbogacać Gryzonia, który o wszystkim wiedział i dawał przyzwolenie. Postanowił w inny sposób zarabiać pieniądze, potrzebne mu na wyjazd do miasta. Zbierał grzyby, jagody, maliny, które chętnie kupowano we dworze. Jesienią wyplatał kosze i kobiałki.

Jedyną pociechę stanowiły dla niego książki. Pożyczał mu je pan Kandyder, który był kiedyś nauczycielem. Jastrząb wiedział, że kiedyś wyjedzie do miasta i tam będzie się uczył. Ta myśl dodawała mu otuchy każdego dnia. Był inteligentny, oczytany i dociekliwy. Miał swoje zasady i jasno wytyczony cel, który znów się oddalał, ponieważ ojciec postanowił go pozostawić u Gryzonia na najbliższe dwa lata.

Stanisław Orzeł

Część trzecia – Parobek

Po wyrzuceniu przez Gryzonia Wicka, Stach awansował na parobka. Był zły i rozżalony. Nie tak miało być. Nienawidził Gryzoniów. Pracy mu przybyło, i nie było już nikogo kto stanąłby w jego obronie. Nieoczekiwanie jego przyjaciółmi stały się zwierzęta. Szczególnie koń Karuś. Dopiero teraz gdy został sam zauważył, że podobnie jak on są maksymalnie wykorzystywane i czasem bite. Nie cierpiały głodu co prawda tak jak on, ale ich los nie był zgoła lepszy. Z czasem doszło mu jeszcze jedno zajęcie. Wieczorami uczył syna Gryzonia.
„I zostałem nauczycielem Pietrzka. Miałem z tego tę jeszcze korzyść, że sam przypominałem sobie zapomniane przez ten rok rachunki. Pietrek od tego dnia nie wylewał mi już wody w twarz i nie popychał, bo przezywać to i w czasie pomagania przezywał”. Kolejną osobą, której pomagał w nauce była Agata Sala – jedynaczka, której ojciec postanowił, że będzie ją kształcił, co oczywiście spotkało się z wrogimi komentarzami na wsi. Stach pomagał jej w polskim, powtarzając tym samym materiał. W zimowe wieczory zaś czytał licznie zgromadzonym w izbie. Szczególnym powodzeniem cieszyła się powieść „Krzyżacy”. Jastrząb można by rzec, nieświadomie edukował również innych. Nie zapominając przy tym o samodokształcaniu się.

Wydarzeniem, które przechyliło szalę goryczy było dotkliwe pobicie Stacha przez Gryzonia. Wszyscy go żałowali i odgrażali się. Dopiero to wydarzenie uświadomiło mu jak wielu ma przyjaciół. Wtedy właśnie zrodził się plan ucieczki, jednakże z jego realizacją Stach musiał się wstrzymać do żniw, aby gospodarz odczuł co znaczy stracić parobka z dnia na dzień oraz zgromadzić jeszcze więcej pieniędzy potrzebnych w przyszłości. Nim Stach uciekł spalił Gryzoniowi zeszyt, w którym zapisywał wszystkie pożyczki oraz terminy, w których zadłużeni mieli u niego pracować uwalniając ich tym samym od ciężkiej pracy i wysokich spłat.

Dzięki Kandyderowi Jastrząb miał umówiony egzamin, na który jego i Agatę zawiózł Sala. Zdał go oczywiście najlepiej ze wszystkich egzaminowanych. Bał się jednak powrotu do domu i reakcji ojca, ale jak się okazało niepotrzebnie. „Kiej juz tak chces, to uc sie. Odpocnies se przez wakacje, a potem cie odwieze do Osowca. Dostotku zodnego mioł nie bedzies, ale cie Gryzoń więcej proł nie bedzie” – tak oto wyglądało życie przyszłego pisarza, rzec by można naszego lokalnego Andrzeja Radka (S. Żeromski „Syzyfowe prace”).

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

Pierwszym i podstawowym powodem powinna być chęć poznania tak mało popularnego w naszym regionie pisarza, którego książki są wyjątkowo trudno dostępne, więc i satysfakcja po ich przeczytaniu byłaby większa. Ten artykuł też nie powstałby, gdyby nie dobra wola udostępnienia tej powieści przez rodzinę pisarza. Szczególnie serdecznie dziękuję pani Elżbiecie Zieja z Chybic (siostrzenicy pisarza) za udostępnienie pamiątek: zdjęć, książki „Pod Łysicą” stanowiących kanwę niniejszego artykułu. Innym powodem szczególnie dla mieszkańców Chybic może być możliwość odnalezienia swoich bliskich lub znajomych na kartach powieści. Przy okazji szkoda, że nikt kilka lat wcześniej nie zadał sobie trudu odnalezienia bohaterów wśród najstarszych mieszkańców. Książka w większości pisana jest gwarowo, więc jest też nie lada gratką dla językoznawców i badaczy gwary świętokrzyskiej. Również kulturoznawcy i etnografowie znajdą tu coś dla siebie. Ciekawostką jest, że określenia, które pojawiły się blisko 100 lat temu („Biegaśka”, „księża łąka” czy „gacki”) nadal są popularne wśród mieszkańców Chybic.

Myślę, iż zbyt mała jest świadomość lokalnych wydarzeń czy postaci, wypływająca nie tyle z ignorancji, co z niewiedzy. Nie jest ona w żaden sposób propagowana, a być powinna, ponieważ dotyczy historii najbliższego nam otoczenia – „Cudze chwalicie….”.

Opracowała: Magdalena Wójcik

- Reklama -

Bardzo cenimy sobie Twoje zdanie. Dodaj komentarz...